28 maj 2016

Post jak post

Pah! Jeszcze 3 dni i dałoby nam to...bardzo długą chwilę internetowego milczenia.

Mówią, że milczenie jest złotem, zwłaszcza jak nie ma się nic ciekawego do powiedzenia. Mając na uwadze powyższe postanowiłam się nie obwiniać. Postanowiłam też napisać coś właśnie dziś, przed północą w sobotę mając w perspektywie 5 niewesołych zaliczeń w przyszłym tygodniu. Bardzo rozsądne zachowanie, sądzę, że nie tylko ja się z nim identyfikuję :)

Ale o czym to jak nie o oczywistym i cisnącym się na usta temacie - sezonu frisbee! O tym być nie może, bo nas nie ma!
Czemu nie ma? O, może to jest temat na krótki, pisemny wywód, ale nie dziś.
Dziś w ramach rozpisywania stwierdzę tylko, że oczywiście mi szkoda omijać to coroczne psiofruwające szaleństwo, zwłaszcza, że w tym roku objawia się w nowej, interesującej odsłonie.

Mówią, że co się odwlecze i tak dalej, więc nie będę i nad tym rozpaczać. Zwłaszcza, że realizuję inne plany, szeroko zakrojone, choć dość chybotliwe w swych założeniach. W związku z nimi może dojść do zmiany profilu tego bloga ze względu na tymczasowe rozstanie z jego głównym bohaterem.

Zobaczymy.

Na razie, żeby podnieść wartość merytoryczną tego mdłego wpisu dorzucam parę prawdziwie wiosennych zdjęć Niezawodnego Muciafona.
Oj potrzebowałyśmy tej wiosny :)






Share:

20 lut 2016

Marnowanie czasu?

Czasem wychodzimy z domu na pół dnia do lasu, na plażę, na trening, ze znajomymi. Po powrocie czujemy, że czas ten był dobrze wykorzystany, że zrobiliśmy COŚ. Czujemy to w zakwasach następnego dnia, zapisujemy (o ile jesteśmy skrupulatni) w treningowym dzienniczku, mamy fantastyczne zdjęcia czy po prostu z satysfakcją obserwujemy wpółmartwego psa wyciągniętego przez resztę dnia na kanapie.
Ja o wiele częściej jednak, bo kilka razy dziennie wychodzę na spacerki zupełnie nijakie. 10-15 minut po osiedlu, bo dojście na trawnik od frisbee zajmie mi tyle czasu, że musiałabym zaraz wracać (no i nie można ciągle tłuc frisbee), na polanę też za daleko, zresztą przecież jest ciemno, mokro, zimno i ponuro, a w ogóle to chcemy wrócić do domu zanim wdepniemy w jakąś kupę. I tak snuję się z tym psem, niby razem, a jednak osobno, myśląc o czymś, chociaż właściwie to o niczym. Zajęta planowaniem tysiąca rzeczy, które zrobię jak wrócę.
Ostatnio zaczęłam zmieniać podejście do różnych takich codziennych smuteczków i postanowiłam też dla własnej motywacji swoje świeże, choć dla wielu pewnie mało odkrywcze wnioski tu zapisać:


Bo może to właśnie jest to?
To co właśnie ma być w tej chwili i właśnie tak wyglądać. Może to nie jest irytujący przerywnik, zgrzytające ziarnko piasku w trybikach codziennych zajęć, może te 10 min nie jest nam zabrane tylko dane? Bądź co bądź, właśnie spędzamy parę minut ze swoim psem na mniej lub bardziej świeżym powietrzu. Dzięki temu prawdopodobnie dokładamy kilka sekund do przewidywanej długości swojego życia, do tego mamy chwilę, w której możemy skupić się po prostu na byciu sobie razem, od tak i już. Na obserwacji jego, jego reakcji, chodu, dostosowania swojego tempa. Oczywiście, każdy spacer jest też okazją do pracy nad różnorodnymi problemami behawioralnymi, oswajaniem strachów czy triggerów agresji, ekscytacji. Ale nawet jeśli po prostu sobie spacerujemy, nie jest to czas stracony. Inni ludzie nie mają takiego impulsu, wychodzą rano, wracają po południu i siedzą w domu nie wiedząc co dzieje się za oknem. Może nawet nie odetchną powietrzem innym niż to klimatyzowane. A my tak. Często spalinami, ale przecież nie tylko.
Więc może nasz dzień nie jest wypełniony mieszaniną przykrych obowiązków? Może wszystko zależy od naszego podejścia? A może powinnam odłożyć Thoreau zanim wyniosę się do samotni w lesie :)



Share:

3 sty 2016

youtube for the rescue

Mając zdecydowanie za dużo wolnego czasu, zaczęłam przeglądać szkoleniowe filmiki na youtube. Zaczęło się od rozmyślań nad szybko eskalującym problemem ostrzegawczego szczekania u Mochi ( gdzieś tam kiedyś pisałam, że mój ozik nie szczeka, cofam to bezpowrotnie) I tak, kiedy zastanawiałam się czy coś z tym zrobić akurat siedziałam przy komputerze i tak się kliknęło. Ocknęłam się po dobrej godzinie z bólem głowy i poczuciem lekkiego zniesamczenia : swoim własnym marnowaniem czasu, ale też zawartością tych bądź co bądź edukacyjnych produkcji.
 Sprawa jest przerażająco prosta. Twój piesek szczeka? Nie ma problemu, czekają już na ciebie tysiące filmików zawierające jedyną słuszną metodę oduczenia go tego okropnego nawyku. Ucieszy cię pewnie, że zajmie Ci to najwyżej jeden wieczór, a efekt będzie permanentny. Żadnego ryzyka, żadnych problemów. W końcu co może pójść nie tak skoro wykonujesz instrukcje głosu z internetu?
 Nie mówię, że kilkuminutowe filmiki instruktażowe nie mogą być pomocne. Sama się takimi inspirowałam, ale raczej w kwestii sztuczek niż pracy nad zaburzeniami behawioralnymi, a tutaj nie widzę takiego rozgraniczenia. I tak, to super, że wiedza szkoleniowa jest teraz łatwo dostępna, ale myślę, że potrzebna jest już jakaś doza doświadczenia i rozumu żeby tę wiedzę wykorzystać i dostosować do naszych potrzeb.

Patrząc bezkrytycznie  na te instrukcje mogłabym sprawić Muczi szkoleniowe kombo założone z odwrotnego kształtowania, impulse control i emanowania asertywną energią doprawionego zdrowym szarpnięciem z kolców.

 Inną sprawą jest zupełny brak realizmu jeśli chodzi o czas trwania uczenia się. Albo się o tym nie wspomina albo wręcz obwieszcza się, że efekty pojawią się po 5 minutach. Tendencyjny jest też dobór demo-doga (np. W filmiku o oduczeniu skakania na ludzi użyto goldena na granicy zapadnięcia w drzemkę, który zresztą już był skakania oduczony)
 Komuś kto nie zwraca na takie rzeczy uwagi szybko może się wydać, że jego pies jest głupi i nie nadaje się do niczego.
 Czego mi brakuje w tych wszystkich produkcjach to zaznaczenia, że każdy pies jest inny, wymaga indywidualnego podejścia, a problemy behawioralne najlepiej rozwiązywać przy pomocy zaufanego szkoleniowca. Brakuje też szerszego spojrzenia na cały problem, odpowiedzi na pytania "dlaczego" i "po co".  To już jest najpewniej kwestia odpowiedzi na potrzeby odbiorców. Nikt nie chce wiedzieć czemu burek szczeka tylko jak sprawić żeby przestał. i to już.

Wyszło dość posępnie, na ocieplenie życzę wszystkim tu wpadłym wielu mądrych inspiracji w tym roku, radochy z tego co już mamy i wytrwałości w zdobywaniu tego co przed nami :)






Share: